wtorek, 22 grudnia 2015

Grudniowy ShinyBox

Grudniowy box od Shiny nosi tytuł "Where the magic happens" chociaż bardziej pasowałoby "Where's the magic?"
Miała tu się znaleźć magia świąt zapakowana w pudełeczko. Czy tak było? Zapraszam na post :)


 Mokosh - olejek do ciała pomarańcza z cynamonem (produkt pełnowymiarowy)
Limitowana edycja specjalnie dla Shiny - zapach miał przywołać dla nas świąteczny nastrój, reklamował pudełko już wcześniej. Zapach bardzo ładny - mam wrażenie, że się już z nim spotkałam.
Cena to 65 złotych za 100 ml (według mnie sporo :P raczej nie kupiłabym go za tą cenę )


Peeling Body Boom - limitowana edycja o zapachu cynamonu (miniatura 50g)
Markę znam ze słyszenia - jest dość popularna, obserwuję ich profil na Instagramie - wstawiają śliczne zdjęcia :). 
W opisie od Shiny pojawia się informacja, że jest to wersja stworzona specjalnie dla nich - coś tu jest nie tak :P Jest to
owszem edycja limitowana , ale jest dostępna również na stronie firmy. 
Na opakowaniu znajduje się również zniżka 15% ważna do 20.01.2016 :)

Produkt nie jest tak mocno świąteczny jak olejek ale zawsze :P
Cena produktu pełnowymiarowego to 65 złotych, tu mamy 1/4 wartą około 16 złotych.


Vianek - krem pod oczy (produkt pełnowymiarowy)
Mam wrażenie, że przeszliśmy od zimy do lata :) Opakowanie w błękitne kwiatki, a nawet nazwa firmy są dla mnie bardzo letnie. Duży plus za produkt przedpremierowy - jest to produkt Sylveco wchodzący do sprzedaży w styczniu (naturalne składy, ekologia itp. ;) ). Opakowanie z pompką - to lubię :)
Krem pod oczy jest dla mnie, niestety, jak balsam do ciała - zapominam o jego istnieniu. A mam do używania dwie sztuki :P
Cena to 22 złote za 15 ml kremu.


Oillan - ochronny krem wzmacniający naczynka (produkt pełnowymiarowy)
Z tego co czytam produkt dość kontrowersyjny :) Myślę, że łatwiej by się przyjął gdyby był to po prostu krem wzmacniający :P Aczkolwiek nie ma w nim nic świątecznego - chyba że podciągniemy go jako krem ochronny na zimę :)
Zastanawiam się czy go zatrzymać czy oddać mamie :)
Cena to 22 złote za 50 ml. Jeśli chodzi o opakowanie - mamy tu zwykłą tubkę.


Neauty Minerals - cień mineralny (produkt pełnowymiarowy)
Mój pierwszy kosmetyk mineralny. Trafił do mnie kolor brązowy matowy - ziemisty, trochę brudny (acorn cap). Miałam szczęście z kolorem - ostatnio używam głównie brązów, a może być ciekawą bazą do eksperymentów :)
Cena to około 15 złotych za 1 gram.


Ostatnim, najbardziej kontrowersyjnym produktem pełnowymiarowym jest pasta do zębów Signal. W pierwszej chwili myślałam, że to ta nowa pasta wybielająca promowana na wizażu :P. Ale to nie ta - nie ma ona chyba nic ciekawego ("najbardziej zaawansowana").
Oznaczona jako gratis, żebyśmy nie myślały że za nią płacimy. 
Podsumuję krotko - używam, nie zmarnuje się :P


W pudełku były także próbki (5 sztuk) kremów marki Bioliq i książeczka, gdzie możemy dowiedzieć się o nich więcej (fajnie :)). Próbki to kremy do cery trądzikowej i naczynkowej (blisko), dwa kremy 25+ (już niedługo w sumie) i jeden 35+ (zimno :P)


Podsumowanie pudełka: 
znalazły się tu produkty o wartości około 150 złotych, które można było kupić za złotych niecałe 50. Wiadomo - z pudełkami jest jak z wyprzedażą - kupuje się za pół ceny coś czego by się w życiu nie kupiło :P 
Zawartość pudełka nawet mi się spodobała (głównie olejek, peeling i krem pod oczy, którego pewnie za dużo nie użyję :P) ALE jeśli obiecujecie magię to ma być magia ! A tu magii zabrakło - było jej tylko ciut ciut :(

Za to dużo magii musiało zadziałać u Fancy - udało mi się wygrać cudowną nagrodę w jej świątecznym rozdaniu - dziękuję! :*** Wiadomo żadne ShinyBox'y nie mogą się równać z nagrodą wybieraną od serca :)

wtorek, 15 grudnia 2015

Nowe rozdanie - Love dots box

Zapraszam wszystkich serdecznie na rozdanie mojego jedynego, limitowanego pudełka "Love dots BOX" :) Zawartość będzie ujawniana stopniowo - na Facebooku (TU :)) publikować będę zagadki, w których za odgadnięcie przypada dodatkowy los :)
Pierwsza pojawiła się jeszcze przed opublikowaniem tego posta :) 
Podpowiem tylko, że znajdzie się tu kilka koreańskich kosmetyków :)

Aby wziąć udział w rozdaniu należy być publicznym obserwatorem bloga i udostępnić informację o rozdaniu oraz zgłosić się pod postem :) Łatwo można też zdobyć dodatkowe losy :) Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową 24.01. 2016 roku :)

Schemat zgłoszenia:
1. Obserwuję jako:
2. Lubię na facebooku TAK/NIE
3. Udostępniłam (link) każde udostępnienie to szansa :)
   baner na blogu (link)

4. Dodałam do blogrolla TAK/ NIE

1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga  http://lovedots-lifestyle.blogspot.com/
2. Nie ma możliwości wymiany nagrody na ekwiwalent pieniężny.
3. Koszt wysyłki pokrywa organizator rozdania. Wysyłka tylko na terenie Polski.
4. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być osoba pełnoletnią i spełnić powyższe zadania konkursowe.Jeżeli nie jesteś osobą pełnoletnią, ale masz zgodę rodzica/ opiekuna również możesz wziąć udział ;)
5. Rozdanie trwa od 15 grudnia do 23 stycznia 2016r. do 23:59, zgłoszenia wysyłane po terminie nie będą brane pod uwagę. 
6. Zwycięzca zostanie wybrany spośród poprawnych zgłoszeń. 
7. Wyniki rozdania zostaną ogłoszone na blogu w terminie do 7 dni od daty zakończenia przyjmowania zgłoszeń. 
8. Czekam na odpowiedź 3 dni w celu uzyskania danych do wysyłki. Jeśli nie dostanę odpowiedzi w terminie, losuję jeszcze raz. 
9. Nagroda nie podlega wymianie na żadną inną ani na jej równoważność pieniężną. 
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach. 
11. Zgłoszenie do rozdania jest równoznaczne z zapoznaniem się i zaakceptowaniem niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).  12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami)


[Edycja 17,01]
Pełna zawartość boxa:

 

1. BB Babyface Moisture marki It's skin
2. SKIN79 maseczka Golden Snail Oryginal
3. SKIN79 miniersja kremu BB Snail


4.  Kringle Candle - świeca zapachowa


5. Avon - lakier do paznokci złoty
6. Avon tusz do rzęs Supershock


7. Organique - puder do kąpieli grecki 
8. Organique - kula do kąpieli malina


9. Koszulka z namalowanym przeze mnie napisem, rozmiar M
 

niedziela, 13 grudnia 2015

Planeta Organica - balsam tybetański

Balsam tybetański - objętość i siła Planeta Organica

Moje włosy są cienkie i dość rzadkie więc na wszystkie produkty dodające objętości rzucam się jak stonka na ziemniaka :P No prawie :P Z reguły mało co działa zgodnie z obietnicą producenta :)

Balsam Planeta Organica zakupiłam w sklepie Skarby Syberii (link) - to nie pierwszy mój zakup i z całą pewnością nie ostatni :) Siostrzany balsam marokański powędrował w boxie mikołajkowym do Bibaby - jeśli nie widziałyście jeszcze co tam wrzuciłam możecie zobaczyć TU :)


Jeśli chodzi o opis producenta - TU - to odżywka ta działa na wszystko :) Wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie, odżywia i przyśpiesza wzrost. Ma też działanie antybakteryjne :)
W składzie znajdują się naturalne produkty - olejki i wyciągi z mnóstwa ziół :) 

Skład (INCI): Aqua with infusions of Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil ( organiczny olej z białego imbiru), Organic Helichrysum Arenarium Extract (organiczny ekstrakt z nieśmiertelnika ), Leontopodium Alpinum Flower/Extract (wyciąg z szarotki alpejskiej), Thermopsis Alpine Extract (ekstrakt z łubinnika górskiego),Origanum Majorana Leaf Extract (ekstrakt majeranku), Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract ( ekstrakt anyżu), Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract ( ekstrakt goździku), Crocus Sativus Flower Extract ( ekstrakt szafranu), Curcuma Longa Root Extract (ekstrakt kurkumy), Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract (ekstrakt nawłoci), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum

Jak widzicie na zdjęciu - balsam zapakowany jest w brązowe opakowanie z pompką - praktyczne i łatwe w użyciu. Sam balsam wyglądem nie zachwyca - średnio gęsty, zgniłozielone koloru. Zapach typowo ziołowy :)
 Moje włosy ostatnio reagują zbijaniem się w "kołtun" prawie na każdy szampon. Myślałam, że bez silikonów się nie wygładzą... ale nie :) Tybetański balsam daje radę - już po chwili od nałożenia włosy są wygładzone i rozdzielone :) 
Po wyschnięciu włosy są gładkie, błyszczące i może nawet odrobinę grubsze, a na pewno wzmocnione :) Jeśli chodzi o objętość nie dostrzegam efektu po większości używek, znaczy odżywek :P 
Jestem zadowolona z efektu jaki daje tybetański balsam - myślę że zagości on u mnie na długo :) Być może dołączą do niego krewniacy :) 
 (normalnie "miszczostwo" painta :P)

Cena takiego balsamu to około 20 złotych za 280 ml - ale aktualnie jest on w promocji za niecałe 13 złotych (do końca lutego ).  W związku z promocją realizacja zamówień trwa dłużej, ale nie można ich potępiać za bycie rozchwytywanym prawda? :P Ja już planuję kolejne zakupy :)

sobota, 12 grudnia 2015

Panna Pompa AHA morning soap i wishlista :)

Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić uroczą pannę Pandę :) Czyli poranne mydełko do twarzy Panna Pompa z kwasami AHA. Przybyła ona do mnie z Japonii z zakupami u Berdever :) 



Opis ze sklepu Berdever (klik) jest dość krótki, ale możemy się dowiedzieć, że:
  • ma ona pojemność 300 ml
  • nie zawiera olejów mineralnych, barwników i alkoholu
  • nie podrażnia oczu
  • polecana jest do stosowania rano - odświeża i przygotowuje cerę do dalszej pielęgnacji.
 
W internecie znalazłam na jej temat troszkę więcej :)
  • jest przeznaczona do każdego rodzaju cer - nawet wrażliwych
  • A jej skład jest bardzo prosty: water, potassium soap base, glycolic acid, potassium hydroxide.
  


Glycolic acid czyli kwasy AHA mają bardzo pozytywny wpływ na cerę:
  • pomagają pozbyć się trądziku i zaskórników,
  •  spłycają blizny,
  • usuwają przebarwienia,
  • nawilża,
  • wzmacnia skórę.
Oczywiście efekt ten jest zależny od stężenia kwasu, w którym go stosujemy - przy piance efekt będzie raczej delikatny :)

Piankę kupiłam na promocji -15%. Propmocje u Berdever są często, polecam obserwowanie fanpage na facebooku :) Tutaj mogliście poczytać co kupiłam :)

Opakowanie jest duże, na zdjęciach nie widać ale Panna Pompa do szczupłych nie należy :) Ceni za to sobie minimalizm - opakowanie jest białe, znajduje się na nim nazwa i łepek pandy :) Z tyłu zaś mamy bardzo dokładny (jak się domyślam) opis po japońsku - angielskiego na nim dużo nie ma :P
Może kiedyś do zakupów będą dołączane karteczki/naklejki na produkt z polskimi opisami? :)

Buteleczka jest wypełniona płynem , który po naciśnięciu pompki zmienia się w mięciutką piankę. Wydaje mi się, że przez to produkt jest bardzo wydajny - pianka powstaje z niewielkiej ilości płynu. 
Jedna pompka wystarcza na całą buzię - naprawdę :P Jak czasami się zapomnę to mam buzię puchatą od białej pianki :) Chwila masażu, spłukanie i... buzia jest czyściutka :) Czujemy że aż lśni czystością. Nie czujemy za to żadnego pieczenia, swędzenia czy też uczucia ściągnięcia. Pianka jest bezzapachowa - plus dla wrażliwców :)
Ja stosuję piankę rano i wieczorem w dni bez makijażu :) Do zmywania makijażu jej nie stosowałam - myślę, że bardziej sprawdziłaby się jako uzupełnienie olejkowego demakijażu :) 
Po dwóch tygodniach stosowania wydaje mi się, że produkcja serum jest mniejsza, rzadziej zdarzają mi się nieprzyjemne niespodzianki w postaci krostek, pory odrobinkę mniej widoczne. Moja buzia wydaje mi się troszeczkę jaśniejsza :)

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z pianki Panna Pompa, pewnie kupię ponownie gdy się skończy (co pewnie zajmie dużo czasu :P).

Ciekawi mnie też różowa wersja - nie mówiłam ale ma ona siostrę bliźniaczkę :)  Pisała o nich Interendo (guru blogowe :)) TU :) Swoją drogą znowu zarzuciła wypasione rozdanie pełne azjatyków... (podejrzewam tu powiązanie Hello Kitty mafii z jakąś potężną yakuzą :P)

 A na zakończenie wrzucę moją Chciej-listę, czy też raczej listę zakupów u Berdever w bliżej nieokreślonej przyszłości :P W zasadzie mogłabym tu wrzucić cały sklep oprócz linii mocno anty-aging - link macie wyżej :P Ale wrzucę kilka perełek na które czaję się najbardziej :)

1. Kitakaty zielona herbata - trafiły do sprzedaży dzień lub dwa po moim zamówieniu :( Wszystkie inne słodycze też do mnie trafią, a co :P

2. Det Clear peeling w żelu - brat mojego peelingu w proszku, który bardzo lubię :)




3. Olejek - nie za bardzo wiem jaki, najlepiej wszystkie :P Ten nowy A-true mnie zaciekawił (głównie olejkiem z pomarańczy :P) BCL bo wyobrażam sobie jak pachnie jabłuszkiem :) O FANCL też słyszałam.. a w sklepie jest ich dużo więcej :P

 4. Koniecznie coś do włosów :P I na tym zakończę chociaż mogłabym sobie tu jeszcze marzyć o jakimś serum :)  Niestety na razie nie mogę złożyć zamówienia z powodu dużych wydatków, ale w styczniu.... :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Wyniki rozdania mikołajkowego

Chciałabym nagrodzić wszystkich, dlatego cieszę się z małego zainteresowania konkursem - ułatwiło to moją decyzję :)
Nagrodę zdobywa Asian Girl From Sweet Recipee
 Sama chciałabym dostać taką ampułkę :) I gdybym mogła podarowałabym ją również Tobie :) Niestety na razie mogę pozwolić sobie tylko na taki box :)
Dziękuję za zaangażowanie :***
Zaraz na maila dostępnego na blogu :) 
Bloga Asian Girl From Sweet Recipee znam i polecam, akurat trwa tam świetne rozdanie - sama już się zgłosiłam :)

  rozdanie

Kolorowe boxowe Mikołajki z Hello Kitty

Wrzucałam już zdjęcie tajemniczego, świątecznego boxa od Bibaby, ale dziś w Mikołajki chciałabym się podzielić jego zawartością :)
Całość była zapakowana w eleganckie, świąteczne pudełko z Mikołajem :)
A znalazły się w nim:
1. Ozdoby świąteczne, które musiały być wykonane przez Agnieszkę :) Urocze serduszko, gwiazdka i para rękawiczek z czerwonego filcu - powiesiłam je przy oknie i już wprowadzają świąteczny nastrój :)
2. Oczyszczający peeling  do twarzy Sylveco
To mój pierwszy produkt tej naturalnej marki, a peelingi i maseczki uwielbiam :)
3. Maseczka śluz ślimaka (Conny) 
widziałam maseczki tej firmy w Naturze, ale się nie skusiłam :) Wyprodukowana w Korei :)
4. Świeczka Kringle Candle First Snow 
nie miałam produktów tej firmy, na pewno wprowadzi do domu świąteczny nastrój tak jak wypełniła zapachem całe pudełeczko :)
5. Żel pod prysznic Yves Rocher - Zielona cytryna z Meksyku
Markę znam a zapachy cytrusowe to takie, które sama zawsze  wybieram :)  
6. Maska Kallos Blueberry - o maskach Kallosa pisałam tu, i wspomniałam że chciałabym wypróbować też Blueberry i Algae :)
Ja też chciałam spakować do pudełka Bibabie Kallosa ale ostatecznie trafił tam inny produkt do pielęgnacji włosów :)
7.Próbki, próbeczki - na prawdę mnóstwo ;) Najwięcej z Sylveco, Vichy, La Roche Posay :)






 Agnieszka włożyła w to pudełeczko serce (a oprócz tego także gwiazdkę i rękawiczki :) ) za co bardzo serdecznie jej dziękuję :*
Jeszcze nie publikowała na blogu co dostała ode mnie, mam nadzieję że podoba się jej choć troszkę :)
Bardzo dziękuję również Interendo za zorganizowanie tej wspaniałej akcji :*** (słynie ona z organizowania również szalonych rozdań , w jednym z nich nawet wygrałam :))

Mam nadzieję, że Mikołaj dziś nie zapomniał o moich czytelnikach :) A ja zaraz opublikuję wyniki konkursu Mikołajkowego :)

A to moje zdjęcie Bibaby, potwierdzające że pudełko do niej dotarło :)
Zdradzę wam, że to w czerwonym opakowaniu, które się nie zmieściło to Czekośliwka domowej produkcji - mam nadzieję, że posmakuje mimo, że Agnieszka za słodyczami nie przepada :)

Szukaj w tym blogu